marek piasek blog

Jak zbudować dział marketingu, który realizuje cele

…i po którym nie trzeba poprawiać.

Do napisania tego artykułu zachęciła mnie rozmowa z klientem, z którym łączy mnie relacja osobista. Znamy się i szanujemy nawzajem. Podziwiam ich za biznesowe dokonania oraz dostrzegam przemyślaną strategię realizowaną w sposób skrupulatny od wielu lat.

Jednak, jak i w każdej organizacji i w tej są elementy, którym warto by było się przyjrzeć.

Nie jest to odosobniony problem, a właściwie wyzwanie, przed którym stało, stoi lub będzie stać niejeden przedsiębiorca lub manager.

Zdecydowanie bardziej wolę nazywać rzeczy wyzwaniami, a nie problemami. Jakoś łatwiej mi się wtedy za nie zabiera.

Nie lubię teorii. Jestem fanem praktyki, dlatego pokażę na swoim przykładzie.

Zrozumiałem marketing z powodu finansowej traumy

Był taki moment w moim życiu, kiedy miałem 2 mln złotych długu.

Więcej na ten temat piszę tutaj: https://blog.marekpiasek.com/kim-jestem-i-jak-splacilem-2-mln-zlotych-dlugu/

Podjąłem wtedy decyzję, że muszę zrozumieć marketing, aby spłacić długi – po latach napisałem książkę o tym samym tytule, którą znajdziesz tutaj: ZrozumiecMarketing.pl

Tak wyglądały etapy, przez które musiałem przejść.

Wynika to z tego, że wierzę, że zanim coś skutecznie zlecisz – czyli przekażesz komuś do wykonania, to musisz mieć minimum informacji, jak to działa.

Jak sobie poradziłem?

Wiem o marketingu niewiele. W zasadzie to chyba mniej niż zero, bo mam na koncie mniej niż zero. Dokładnie to 2 bańki na minusie, ale na razie się tym niemartwy.

Trzeba znaleźć wyjście.

Co zrobił Marek?

Kupiłem wszystko, co wydawało się sensowne z zakresu kursów online oraz wykupiłem 1-dniową konsultację, na którą nie do końca było mnie stać.

Dzięki temu zdobyłem wiedzę oraz coś więcej. Dostałem na tacy informacje, co aktualnie działa, a warte jest to dużo.

W ten sposób stałem się Pracownikiem w swojej firmie, który zajmie się marketingiem. Tylko dlatego, że przechodząc przez kurs, stwierdziłem, że chcę to robić i będzie to moją pasją.

Mogłem jednak wybrać inną drogę, którą rekomenduję większości przedsiębiorców:

„Dowiedz się: jak to działa, czego wymagać od zespołu, zatrudnij, przeszkol i wdróż nową osobę lub zleć to zaufanemu podwykonawcy.”

Czy od razu byłem Alfą i Omegą?

Nie. Poniosłem serię kosztownych błędów.

Zacząłem jako marketer – czyli sam uczyłem się, jak to działa i testowałem.

Nienawidzę tracić czasu, dlatego od razu podziękowałem bezpłatnym materiałom na YouTube i chciałem dotrzeć do źródła.

Następnie zatrudniłem pierwszego podwykonawcę.

Nie wiem, jak to wyglądało u Ciebie, ale mój pierwszy wybór nie był trafiony.

Utopiłem sporo pieniędzy.

Dopiero wybór kolejnego podwykonawcy, któremu zleciłem obsługę reklam na Facebooku, było to dobrym wyborem. Od tego momentu minęło 5 lat. Ja stałem się udziałowcem tej agencji – Webmetro.pl i wydaliśmy razem ponad 2 mln złotych tylko na moje reklamy 🙈.

Czy było warto? O 14 wnioskach piszę tutaj:

Wiele osób w internecie chce powiedzieć Ci, że musisz nauczyć się samemu robić reklamy. Ja mam inne zdanie. Po tym jak wydałem 40 000 zł na reklamy, stwierdziłem, że nauka tego zajęła mi grubo ponad 60 godzin. W tym czasie mógłbym sprzedać moje produkty i usługi za kwotę „x” oraz rozwinąć mój biznes, a zamiast tego dalej robię reklamy.

Znalazłem kogoś, kto umie i robi to lepiej.

Kolejnym krokiem było zatrudnienie pierwszej osoby do firmy.

Zauważyłem, że wielu przedsiębiorców nie liczy kosztów i czasu. Nie mogę ich za to winić. Nie uczą nas tego w szkole. Celem szkoły jest edukacja perfekcyjnych i podatnych na sugestię trybików machiny propagandowej zwanej: ucz się 17 lat, pracuj 40 i na emeryturze klep biedę pracując dalej.

Zacząłem liczyć.

Ile kosztuje mój czas? Ile faktycznie dowożę pieniędzy do firmy, pracując 50 godzin tygodniowo?

Wyliczyłem, że na tamten moment było to około 40 000 zł dochodu przy sprzedaży na poziomie około 200 000 złotych. Czyli moja stawka godzinowa warta jest:

40 000 zł podzielić na 200 godzin równa się 200 złotych.

Dużo? Sporo, ale mniej niż dziś.

Zatrudnienie pierwszej osoby do działu marketingu będzie kosztować mnie:

  1. Muszę wystawić i napisać ogłoszenie – 6 godzin = 1200 zł
  2. Muszę zebrać i przejrzeć z 40 CV – 5 godzin = 1000 zł
  3. Muszę odbyć rozmowy – 6 godzin – 1200 zł
  4. Muszę zatrudnić nową osobę np. przy 3500 zł netto będzie to realnie kwota 2 razy większa jak dodasz koszty pracodawcy oraz to, że przez ponad 2 miesiące ktoś korzysta z urlopów dni wolnych oraz faktycznie pracuje umówmy się nie 8 godzin, ale około 6 – 6,5 godziny.
  5. Muszę wprowadzić nową osobę i nauczyć ją jak ma pracować na nowym stanowisku pracy – jeżeli wierzysz w model, w którym zatrudniasz kogoś, dajesz mu komputer, telefon i mówisz działaj – to jesteś wrogiem swojego biznesu. Należy postawić na onboarding – wdrożenie nowej osoby.

Wyszła spora kwota.

Stwierdziłem, że wydając tyle czasu i pieniędzy głupotą byłoby nie zaplanować jak powinien wyglądać onboarding – czyli pierwsze 2 tygodnie nowego pracownika.

Zakupiłem dostęp do kursów. Przeszedłem, albo całe, albo po 30-60 minut sam, aby wiedzieć, co tam się znajduje i czego mogę wymagać.

Miałem zaplanowany 2-tygodniowy tryb wdrożenia. Lata minęły i wyniku ponad 300 rekrutacji postanowiłem kilka lat temu, że stworzymy własne materiały szkoleniowe do wdrażania pracowników. Po latach powstały z tego 3 modele wdrażania osób:

  1. Specjalistów marketingu, wspólników i managerów wdrażamy platformą szkoleniową Wilki.pl oraz dodatkowymi materiałami, jakie wykupiliśmy z licencją na firmę.
  2. Sprzedawców wprowadzamy metodologią HackSales, która zastosowaliśmy w Wolves Summit, gdzie pozyskaliśmy 20 000 klientów z 67 krajów. Nie mieliśmy czasu na błędy, zatem moja wspólniczka stanęła przed lada wyzwaniem. Stworzyła kurs dla naszych pracowników, który po wielu latach zdecydowaliśmy się opracować jako dostępny dla klientów – hacksales.pl
  3. Początkujące osoby oraz takie, które rozpoczynają pracę z mojej agencji lub w moim zespole wdrażam metodologią Skuteczne Lejki.

Kolejnym dużym krokiem było kompletowanie i zatrudnienie zespołu marzeń.

Wymagało to przygotowania materiałów onboardingowych – wprowadzających na nowe stanowiska pracy – dzięki temu powstały procedury, które stosuję w moich firmach oraz z których korzystają nasi klienci.

Chciałem sprawdzić się nie tylko w swojej firmie

Pracowałem z podwykonawcą, który obsługiwał moje reklamy z firmą Webmetro. Zauważyłem, że mało jest agencji, które przynoszą rezultaty i które mają taką obsesję na sukcesie klienta jak ten zespół.

Zadałem sobie pytanie: „Co musi się stać, abym mógł zostać wspólnikiem w tej firmie?”

Musiałem wiele się nauczyć.

Ale jak to zrobić jak się prowadzi firmę i jeszcze spłaca długi?

Zacząłem rozwijać nasz biznes w nowych kierunkach oraz nawiązałem współpracę z osobami, które uczyły marketingu na rynku polskim oraz na rynku amerykańskim.

Początkowo zaoferowałem swoje doradztwo za darmo. Nie przynosiło to rezultatów. Ludzie nie szanowali mojego czasu.

W ten sposób miałem okazję pracować dla właścicieli firm z wielu branż, jednocześnie rozwijając swoją firmę.

Wiedziałem już, co chcę robić.

Chcę budować firmę, która będzie budować firmy

Twór ten nazywa się Venture Builder.

To model, w którym firma kupuje inne firmy lub otwiera nowe przedsięwziecia biznesowe.

W ten sposób na przestrzeni lat:

Zbudowaliśmy i sprzedaliśmy Wolves Summit – nauczyłem się tam pracy na kampaniach prowadzonych na 67 rynkach w 5 językach. Biznes sprzedaliśmy w połowie 2019 roku.

Zbudowaliśmy największy festiwal dla twórców internetowych See Bloggers i sprzedaliśmy go w kwietniu 2021 roku.

Chciałem nauczyć się pracy na dużych bazach e-mailowych. Kupiliśmy evenea z bazą ponad 600 000 osób ze zgodami marektingowymi.

Chciałem wiedzieć jak budować kampanię dla SAASów i jak budować zespół marzeń do sprzedaży oprogramowania. Nauczyłem się tego tworząc kampanię dla moniter.pl która złamała w pewnym momencie 8-cyfrowy wynik. Układałem lejki dla Cambridge Innovation Center – Roomzilla. Konsultowałem Advisero. Budowałem Incredbots.

Interesowało mnie, w jaki sposób wykorzystać wiedzę lejków w klasycznym biznesie. Chciałem nauczyć się marketingu produkcyjnego – tak zostałem wspólnikiem w Ai-Solution.

Projektów było znacznie więcej, ale oszczędzając Twój czas, przejdę dalej.

Dzięki temu lepiej zrozumiałem, czym jest marketing.

Że marketing to nie gry i zabawy, ale realnie i mierzalne wyniki dla biznesu.

Kursy nie wystarczyły – zacząłem kupować konsultacje

Pamiętam, jak dziś, jak projektowałem kampanię dla Sales Gate. Chciałem jako pierwszy w Polsce dobrze zrobić kampanię typu „Free Book Offer”. Analizowałem kilkadziesiąt kampanii tego typu. Skontaktowałem się z moim przyjacielem Grzegorzem Kałuża, którego poznałem w dość zabawny sposób. Otóż podczas przeglądania YouTube zauważyłem coś, co wbiło mnie w fotel.

Wreszcie jakiś kanał na YouTube miał dobrze zrobiony lejek.

Ale jedna rzecz nie działała na stronie.

Sprawdziłem politykę prywatności i regulamin. Zobaczyłem kto jest właścicielem firmy i znalazłem na Facebooku i napisałem wiadomość prywatną:

„Cześć nieznamy się, ale nie działa Ci to i to…. Proponuję zmienić to na to i na to…. Wybacz, jeżeli z butami wchodzę w Twój biznes, ale wydaje mi się, że to może pomóc. Cześć!”

I tyle.

Minęły miesiące.

Szukałem konsultanta, który dobrze zrobił kampanię tego typu.

I tutaj zaczynają się mega schody.

Takie osoby zarabiają dość duże pieniądze za roboczogodzinę.

Wynika to z tego, że znajomość lejków i umiejętność tworzenia ścieżek zakupowych daje potencjał do tworzenia kampanii, które dostarczają powtarzalny dochód. Oczywiście potrzebujemy pracowników, dostarczenia produktów i dziesiątek innych działań, ale jak umiesz sprzedawać w internecie, albo lepiej rzez ujmując zachęcać do zakupu, to stoisz przed wyborem:

Udzielić konsultacji. Wejść na kolejną dyskusję czy w tym czasie zrobić coś co dostarczy Ci kolejne 10 000 złotych.

Koszt konsultacji został wyceniony na 1000 euro za godzinę.

Posiedzieliśmy łącznie 2 godziny. Konsultant aktualnie przenosił biuro, bo zatrudniał nowe 50 osób. Udzielił mi konsultacji tylko dlatego, bo miał relację z moim przyjacielem.

Odpaliłem kampanię, która w 4 miesiące przyniosła ponad 1 mln złotych. Opisał ją nawet Puls Biznesu tutaj: https://www.pb.pl/msp-coraz-smielej-stawiaja-na-czatboty-904409.

Podsumowanie wniosków

  1. Chcąc zbudować dział marketingu, warto zacząć od siebie i zrozumieć podstawy – możesz zacząć tutaj: ZrozumiecMarketing.pl
  2. Chcąc zatrudnić marketerów czy sprzedawców trzeba wiedzieć, jak powinni pracować oraz czego od nich wymagać.
  3. Warto i trzeba inwestować w szkolenia zespołu.
  4. Warto kupować oprogramowanie, które oszczędza czas – np. te do tworzenia lejków marketingowo – sprzedażowych, jak te które oferuje moim klientom: eveneapremium.pl
  5. Warto nauczyć się tworzyć Skuteczne Lejki – możesz skorzystać z moich doświadczeń. Sprawdź tu czy warto: https://blog.marekpiasek.com/100-powodow-by-miec-skuteczne-lejki/
  6. Warto mieć solidnego podwykonawcę – sprawdź Webmetro.pl
marek piasek

Cześć!
Jestem Marek Piasek, fascynuję się efektami, jakie daje skuteczny marketing, przedsiębiorczością oraz lejkami marketingowo - sprzedażowymi. Moje firmy tworzą narzędzia i rozwiązania, które wspierają na co dzień tysiące przedsiębiorców, sprzedawców i marketerów: Evenea, Wolves Ventures, Web To Learn, Webmetro, Wilki.

dowiedz się więcej

Chcesz zmienić wyniki? Skorzystaj z pomocy mojej agencji reklamowej!

Ostatnie wpisy

Share This